Cały czas się pilnuję, by jak najwięcej przy córce używać słów: dziękuję, proszę, przepraszam, dzień dobry, do widzenia. Podstawowych wyrazów wyrażających kulturę osobistą.
Te zwroty grzecznościowe, jawią się pomału jako relikt przeszłości.
Dostrzegam, że sama coraz mniej tych słów używam, szczególnie w sklepach, co zakrawa na obłęd, gdyż moje wszystkie prace były związane z bliskim kontaktem z klientem. O ironio! Dobijało mnie buractwo niewychowanych ludzi, a sama poniekąd się burakiem staję.
Staram się, by używać tych słów przy każdej nadarzającej się okazji, by wpajać Zośce dobre maniery. Powracam do wzorców, jakie przekazała mi mama, do źródeł, które gdzieś zapodziałam, do lepszej wersji samej siebie. Chcę, żeby moja córka wyrażała stosunek do świata życzliwie i optymistycznie, a żeby tak było, muszę najpierw zacząć od siebie. Wzorce zachowania, jakie przyjmie Bulba, przyjmie od najbliższego jej otoczenia.
Chcę, by moja córka dzięki znajomości zasad savoir vivre, umiała je umiejętnie i elastycznie używać w życiu, obcować z ludźmi w sposób kulturalny. Te zasady wpłyną na jakość jej życia, które będzie odrobinę lepsze. Życzliwość, uprzejmość, uśmiech na twarzy, pozwala na zgodne współżycie z ludźmi, lepszą współpracą i kontakty z otoczeniem.
W procesie wychowania latorośli, które nie jest łatwe, zgodnym tonem z Przyszłym, bujamy w obłokach, że nam się powiedzie i nie poniesiemy w tej kwestii klęski. Okaże się za kilka lat.
Myślę, że dobre maniery, takt czy szacunek, jaki wyrażamy w stosunku do drugiej osoby, są w dzisiejszym świecie na wagę złota. A to dlatego, że rozrosła się dzicz kulturalna, brak ogłady na skalę ogólnokrajową. Szerzy się wzmożone chamstwo. Z obserwacji wnioskuję, że zjawisko to narasta z braku czasu, bo wszędzie się gdzieś śpieszymy, wszędzie oczekujemy obsługi w trzydzieści sekund, nie zdążymy załatwić jednej sprawy, a już w głowie kłębią się nam kolejne. Mamy postawę roszczeniową i wymagamy natychmiastowej efektywności. W gonitwie, w pośpiechu, zapominamy, że czasu nie dogonimy, a co gorsza i tak nam go zawsze zabraknie w rozpędzonej rzeczywistości. W pędzie, gubimy takt, obycie, dobre maniery. To zakrawa na szaleństwo!
To szaleństwo dominuje w dużych miastach. Eskalacja problemu jest ogromna. I nie dotyczy samego słownictwa. Nie zauważamy, że stoi kobieta w ciąży lub osoba starsza w komunikacji miejskiej i wypada ustąpić jej miejsca, nie widzimy, że komuś wypadła rękawiczka na ziemię, donośnym tonem rozprawiamy przez telefon nawet o hemoroidach, nie pomagamy wnieść walizek do tramwaju.. Takich sytuacji jest mnóstwo.
Zanikają nam odruchy współczucia, empatii, a szerzy się znieczulica, która miewa się doskonale w naszej egzystencji. Co się z nami dzieje i dokąd zmierzamy? Smutne jest to, że dogłębnie nad tym się nie zastanawiamy i przyjmujemy to jako oczywistość. Nie reagujemy na chamstwo, agresję, nieodpowiednie zachowanie.
W jakim świecie będzie żyć moja córka, skoro teraz realia nie są zbyt ciekawe? Czy będzie jeszcze gorzej? Czy może odrodzi się i ponownie rozkwitnie kultura osobista, dobre obyczaje?




