Tag

rodzicielstwo

Whisbear - Szumiący Miś. Kolorystyka koi oko rodzica dziewczynki, po ataku różowego koloru.
Dziecko i rodzicielstwo

Szumi dokoła.. miś.

Czasami musi minąć sporo czasu, nim się człowiek przekona do pewnych rzeczy. Wyrobione zdanie, opinię, weryfikuje się po długotrwałym procesie zmian, które zachodzą w człowieku. Ten proces występuje w wielu obszarach życia. Dla jednych osób będzie to przekonanie się do sportowego stylu życia, dla innych odkrywanie smaków innej kuchni, a dla innej grupy osób bratanie się z organizacją dnia i poskramianie marnotrawienia czasu. Dla każdego będzie to coś innego.  U mnie ten proces też ma miejsce i dotyczy sfery, której nigdy bym siebie nie podejrzewała. Kiedy rok temu trzymałam w rękach Whisbear Szumiącego Misia, nie wzbudził we mnie zachwytu. Był ładny, owszem, w szarościach, które podkreślały blogerskie wnętrza, i tyle. Dziwiłam się, że jak taki miś może powodować uwielbienie i chęć jego posiadania przez świeżo upieczonych rodziców. Mej konsternacji nie rozwiała nawet Bulba, która potrzymała misia dwie minuty i bez żalu pozostawiła na pastwę losu na kanapie. Próba wieczorna, by zaznajomiła się z nim bliżej, również spaliła na panewce. Spojrzała się tylko na mnie z politowaniem, że podsunęłam jej coś szumiącego koło głowy. Zdecydowanie mi go wręczyła, przekręciła się na bok i w absolutnej ciszy, zasnęła. A ja misia schowałam, w czeluściach szafki, z... czytaj dalejContinue reading
Prezent na urodziny dla trzyletniego dziecka. Zdjęcie przedstawia żółte balony na niebie.
Dziecko i rodzicielstwo

prezent na urodziny dla trzyletniego dziecka

Ten dzień zbliża się coraz bardziej. Dzień, w którym napompujemy balony, przystroimy nimi nasz pokój i zaprosimy rodzinę, by świętować razem z Bulbą jej święto. Dzień, którego nie może się ona doczekać i o którym mówi od kilku miesięcy, a motywem przewodnim jej rozmów są świeczki na urodzinowym torcie. Dzień, w którym się poryczę, bo ma dziecina z małego pulpecika wyrosła na mądrą dziewczynkę. Dzień, w którym będę pękać z dumy, że jestem mamą niesamowitej córki. Pisząc te słowa już wilgotnieją mi oczy. By nie płakać jak bóbr, że czas pędzi jak szalony i przeobraża Bulbę w coraz bardziej doroślejszą istotę, myślę co jej sprawić wyjątkowego na urodziny. Jej wiek zobowiązuje, by dobrać starannie prezent wedle jej zainteresowań. Po przemyśleniu tematu, doszłam do consensusu. Rybka w akwarium - bojownik wspaniały - Bulba szaleje za zwierzętami. Cieszy się jak widzi pieski, piszczy na widok kotów (uwielbienie dla tego gatunku odziedziczone po Przyszłym), zachwyca się chomikami, ptaki przed domem wywołują u niej wielkie emocje i komentuje wyczyny rybek, w mijającym na spacerze sklepie. Uważamy z Przyszłym, że miłość do zwierząt, należy w naszym dziecku rozwijać i pielęgnować. I tak się zrodził... czytaj dalejContinue reading
Dziecko i rodzicielstwo

sadzać czy nie sadzać? oto jest pytanie!

Jest taki trend, by mądrości prawić. I ja też, by od ogółu nie odstawać, uraczę was swoimi przemyśleniami. Choć naprawdę nie mam ku temu żadnych kompetencji, by mówić komukolwiek jak żyć, czynić i postępować. Ale skoro inni mogą, to ja tym bardziej ;) Uważni czytelnicy wiedzą, że tegoż roku udało mi się odpieluchować me dziecię i jakoż to była kręta droga. Mniej uważnym podaję na tacy wpis, by mogli się zaznajomić z tekstem - Z nocnikiem za pan brat. Ale dręczy me sumienie ten cały proces. I choć zadałam na Fb pytanie, które miałam nadzieję, że rozwieje moje wątpliwości, z racji, że nikt tam nie zagląda, oprócz kilku szaleńców, stało się pytaniem czysto retorycznym. Jakież ono było? Takie: "Kiedy powinno się sadzać dziecko na nocnik?".  Można zrywać boki, bo ono takie głupie, ale jak dojdziecie do etapu bycia rodzicem, któremu szwankują półkule mózgowe, który naczyta się poradników rodzicielskich i tuzina jedynych, słusznych prawd i koncepcji blogów rodzicielskich, zdacie sobie sprawę, że zagadnienie ma złożony wymiar. Zbaraniejecie i stępicie zdrowy rozsądek, swoje doświadczenie życiowe i mądrości przodków. Ja zbaraniałam doszczętnie. Odsunęłam znany mi sposób działania, intuicję spacyfikowałam i poddałam się ofercie konsumpcyjnego życia, który w rezultacie drenuje mocno kieszeń i rozleniwia rodziców do wejścia na wyższy level egzystencji. Pieluchy jednorazowego użytku są błogosławieństwem dla tych, którzy nie chcą bawić się w pranie pieluch wielokrotnego użytku. Dla mnie były wybawieniem. Łatwe w użyciu, wygodne, niekłopotliwe i problemowe, by się z nimi rozstać definitywnie. Miałam zamiar sadzać na nocnik swoje dziecko, kiedy będzie już umiało samo siedzieć. Pomysł wzięłam z życia. Byłam kiedyś nianią małego brzdąca. Jego rodzice chcieli, kiedy miał 7-8 miesięcy, by codziennie rano wysadzać go po przebudzeniu na nocnik. Jak chcieli, tak i robiłam. Na dwie, trzy minuty sadzałam go na wytworny tron, przytrzymując go i uważnie pilnując. Kiedy umiał już sam siedzieć, zostawiałam go w towarzystwie książeczki i szykowałam mleko na śniadanie. Zajmowało mi to około 5 minut. Czasami udało mu się zrobić siusiu, ale najważniejsza w tym wszystkim była nauka i przyzwyczajenie do nocnika. Z upływem czasu, samoistnie nawyk poranny zawitał i wieczorem. Kiedy brzdąc miał około półtora roku, wiedział do czego służył nocnik, bez problemu na niego siadał i z niego korzystał, a potem sam po niego biegł, próbując otworzyć drzwi do łazienki. Proces odpieluchowania przyszedł szybko i naturalnie. Nie zauważyłam żadnej traumy na psychice dziecka, choć byłam ledwo co osiemnastoletnim pacholęciem. Chłopiec rozwijał się prawidłowo, błyskał mądrością i inteligencją. I nie słyszałam, by cokolwiek w tej materii się zmieniło. Co sprawiło, że sama nie spróbowałam tej metody? Co sprawiło, że w mym umyśle zakiełkowało pytanie: "Sadzać czy nie sadzać? Oto jest pytanie!" Bo naczytałam się, że skrzywdzę swe dziecko, czyniąc na nim te okrutne praktyki. Upośledzę i zgnębię małą istotę, która nie rozumie zależności  pomiędzy siusianiem a sadzaniem na tronie. Kiedy wbiłam sobie te wszystkie prawdy do głowy, kiedy skasowałam historię mojej mamy, sadzającej błyskawicznie swe pociechy na nocnik, które rodziła rok po roku, w czasach komuny i królowania w łazienkach sławetnej Frani, kiedy z premedytacją odciągałam w czasie moje pożegnanie z pampersami i nagminnie patrzyłam na wykładzinę w jedynym pokoju, to odpuściłam moje pierwotne zamiary. Co zemściło się na mej kieszeni, zszargało moją psychikę i... czytaj dalejContinue reading
Dziecko i rodzicielstwo

chcesz poczuć radość? kup książkę dla swojego dziecka

Ci, którzy bywają na fanpage Bamboszy, wiedzą, że ostatnio przeczesywałam internet w poszukiwaniu książek dla Bulby. Znalazłam, aż 134 pozycje, które chętnie widziałabym na półce w naszym domu i które z przyjemnością czytałabym swej córce. Nic dziwnego. Jakość proponowanych publikacji i niesamowite ilustracje, które zachęcająco spoglądały na mnie z okładki, przełożyły się na oszałamiający wynik. Jednocześnie złapałam się za głowę, bo to jest powalająca ilość, mieszkania nie da się powiększyć, a i budżet nie jest z gumy. Ostatecznie zakupiłam tylko cztery sztuki. Bulba uradowała się prezentami, ale jej spontaniczna reakcja zmalała przy poznawaniu nowych pozycji książkowych. Mimo mych starań, z zamiłowaniem czyta te, które od dawna już ma. Po wielu perswazjach, zainteresowała się jednym dziełem (z racji namiętnego liczenia swych paluszków), w którym głównymi bohaterami opowieści są cyfry. Jest to książka autorstwa Jacka Cygana "Cyferki", (Wydawnictwo Czerwony Konik). Tak! Nie mylicie się. To ten pan piszący teksty piosenek, które często nucimy pod nosem. Miło mnie ten fakt zaskoczył. W ciekawy sposób autor snuje opowieść o cyfrach, które spotkały się na poczcie i stały w długiej kolejce. Można się domyślać, co się wydarzyło, gdy akurat "okienko na godzinkę zamknięto". Powstało małe zamieszanie. Perturbacje opisane wierszem, w dynamicznym tempie, łagodzi ostatecznie pan listonosz. Urok książki dopełniają ilustracje, które wyszły spod ręki Oli Woldańskiej-Płocińskiej, poznańskiej absolwentki ASP. Książka ma twardą oprawę, ale i pozostałe strony są kartonowe, co jest ogromnym plusem, w starciu z temperamentem mej dzieciny. Za książkę zapłaciłam 19 zł. Cena... czytaj dalejContinue reading
Dziecko i rodzicielstwo

z nocnikiem za pan brat

W lipcu wydarzyło się coś wyjątkowego. Dziecko pożegnało się definitywnie z pieluchami i skumplowało się z nocnikiem za pan brat. Wielbi swoje siedzisko z namaszczeniem, choć i wcześniej traktowało je przyjaźnie. Acz nie chciało za żadne skarby świata z niego korzystać i z premedytacją siadało w kompletnym ubraniu. Mądre to było dziecko.... czytaj dalejContinue reading
Bez kategorii

JESTEM RODZICEM POSZUKUJĄCYM

Nie śmiem siebie nazwać rodzicem mądrym. Jestem rodzicem poszukującym. Rodzicem potykającym się. Rodzicem stąpającym po omacku. Rodzicem nieudolnym. Rodzicem zmęczonym. Rodzicem niekonsekwentnym. Rodzicem błądzącym. Rodzicem uległym. Rodzicem niekompetentnym. Rodzicem na wyrost. Rodzicem niepewnym. Rodzicem mającym dość. Rodzicem niewprawnym. Rodzicem nieidealnym. Rodzicem niecierpliwym. Rodzicem popełniającym błędy. Rodzicem niedoskonałym. Rodzicem uczącym się. Rodzicem bez atestu. Rodzicem bez GPS - u. Rodzicem ignorującym istnienie poradników. Rodzicem intuicyjnym. Rodzicem bardzo kochającym swe dziecko. Moje dążenia do bycia doskonałym rodzicem,... czytaj dalejContinue reading
Podróżowanie z dzieckiem. Pociąg jest idealnym do tego środkiem lokomocji.
Bez kategorii

CIUCHCIUCHEM

Pamiętacie, że nie dawno byłam nad morzem? Niestety nie byłam tam sama. Wyruszyłam nad morze z Przyszłym i Bulbą. Wyruszyliśmy w podróż pociągiem i to była nasza pierwsza, tak daleka trasa, w którą się wybraliśmy wspólnie. Dlaczego tak późno? To pytanie należy zadać Przyszłemu, czemu ma ogromne obawy przed wojażami z dzieckiem. Oczywiście,... czytaj dalejContinue reading
Dziecko i rodzicielstwo

SZALEŃCZO

Szaleńczo brakuje mi czasu. Kolejny tydzień minął nie wiadomo kiedy. I naprawdę nie wiem, jak te minuty rozciągnąć, by ze wszystkim się wyrobić. Najbardziej brakuje mi czasu na pisanie. Ponoć każda szacowna Matka Polka wyrabia się ze wszystkim. Jest wielce zorganizowaną istotą, doskonałą kucharką, perfekcyjną gosposią i ma tysiąc zacnych cnót i... czytaj dalejContinue reading
Bez kategorii

CZASU SIĘ NIE DOGONI

Cały czas się pilnuję, by jak najwięcej przy córce używać słów: dziękuję, proszę, przepraszam, dzień dobry, do widzenia. Podstawowych wyrazów wyrażających kulturę osobistą. Te zwroty grzecznościowe, jawią się pomału jako relikt przeszłości. Dostrzegam, że sama coraz mniej tych słów używam, szczególnie w sklepach, co zakrawa na obłęd, gdyż moje wszystkie prace były związane... czytaj dalejContinue reading