Znasz euforyczny stan, kiedy z zapałem, z wypiekami na twarzy zabierasz się do smakowania nowego przedsięwzięcia, kiedy podejmujesz decyzję, że właśnie to dzisiaj zaczniesz ćwiczyć, by mieć atletyczne ciało antycznej rzeźby, idziesz na kurs prawa jazdy, podejmujesz naukę wyplatania koszyków z wikliny, modnego decoupage, renowacji mebli czy łacińskich słówek. Energia cię rozsadza, ekscytacja sięga zenitu i wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by spełnić swoje marzenia, nabyć nowe umiejętności. Masz siłę supernowej gwiazdy, której napęd prowadzi z rozmachem ku realizacji. Ten napęd skutecznie torpeduje nie zawirowanie życiowe, choroba, brak funduszy, nieodpowiedni czas lub jego niedobór, lecz najzwyklejsze słowo. To słowo najskuteczniej podcina skrzydła. Inne trudności jesteśmy w stanie zwalczyć, pokonać, ale ze słowem wypalonym w duszy, w zdeptanym potencjale ciężko jest wywalczyć podium.
Kiedyś był taki czas, że bardzo chciałam się nauczyć języka angielskiego. Mimo, że namiętnie każde zdanie wymawiałam z akcentem niemieckim, mimo iż mój mazurski zaśpiew utrudniał naukę, z nieugiętym zapałem wymawiałam słówka, do czasu kiedy poprosiłam bliską mi osobę, by pomogła w szlifowaniu owego języka. Usłyszałam, że do tego się nie nadaję. Te słowa podcięły mi skrzydła. Mój zapał znikł, mimo wewnętrznego sprzeciwu, uznałam, że rzeczywiście się do tego nie nadaję. Zrezygnowałam. Do tej pory wstydzę się mówić cokolwiek w tym języku. Z nerwów pocę się, czerwienię i unikam konfrontacji. Mimo, iż wiem, że może nie mam wyjątkowych predyspozycji, nic nie stoi na przeszkodzie, by nauczyć się go w stopniu komunikatywnym, ale nie podejmuję nawet próby, bo stale rozchodzą się jak echo w mej głowie słowa: „Do tego się nie nadajesz”.
Słowa mają wielką moc. Mogą budować, nieść pozytywną energię, zachętę, wzniecać dobro, są katalizatorem do działania i optymizmu. Wypowiedziane bezmyślnie działają demotywująco, niszczą wiarę w siebie, podkopują poczucie własnej wartości, deprymują działania, pomniejszają osiągnięcia. Dlatego zanim się oceni czyjeś możliwości, predyspozycje, zanim wyrazi się swoją opinię, warto to przemyśleć, bo takie słowa ugaszą czyjeś chęci i zapał. Zapadną, dożywotnio, głęboko w pamięć. Negatywnie wpływają na nastolatka, osobę dorosłą czy dziecko. Bez względu na metrykę, celnie zabijają aktywność, aspiracje, potencjał, ciekawość, samorealizację, łaknienie wiedzy.
Będąc z Bulbą w piaskownicy, mama dwuletniego chłopca, robiącego z zapałem babki, stwierdziła, żeby ich już nie robił, bo mu nie wychodzą. Jego dłoń trzymająca łopatkę zawisła niepewnie w powietrzu. Wydawałoby się, że to tylko słowa chlapnięte bez zastanowienia, ale torpedują one rozwój, zdolności, chęci, asertywność i przedsiębiorczość.
Niezamierzenie już od najmłodszych lat tępimy naturalną chęć poznania, dociekliwość małego człowieka. Sama dziwię się, że przychodzi to nam z taką łatwością. Dziwię się, że ta lekkość tłamszenia potencjału, towarzyszy nam na każdym etapie życia. Dlatego staram się nie ingerować w twórczy zapał mego dziecka. Wszystkie produkcje wychodzące z jej rąk są najwspanialsze. Pozwalam się jej wspinać na placu zabaw na drabinki, które przyprawiają mnie o palpitacje serca. Staram się nie złościć na kolejną plamę w dywanie, wywalone płatki śniadaniowe w kuchni. Uczę się, by nie ostudzać u mojego dziecka ciekawości świata, wszędobylstwa, głodu wiedzy i samodzielność. Moim zadaniem jest wspierać, pomóc i zachęcać córkę, by ze śmiałością odkrywała swoje pasje i uczyła się niezależności. Pozwalam jej na eksplorację otoczenia, na naukę, sprawdzanie własnych możliwości, a przede wszystkim na podejmowanie prób. Chcę, by rozwinęła jak najbardziej swoje skrzydła.




