Prezent dla Bulby, który został zwielokrotniony razy dziewięć i którego hojność w fazie początkowej mnie zaskoczyła, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam się, że moje dziecko pokocha tak mocno kilka książek i będzie się dopominało ich czytania, kilka razy w ciągu dnia. Częstotliwość spełnienia jej próśb, zmieniła całkowicie napięty harmonogram dnia. Ledwo starcza mi czasu na moje prywatne sprawy, ale to mnie cieszy. Cieszy, że moje dziecko lgnie do książek, się w nich zakochuje, kultywuje moją pasję czytania (ostatnimi czasy zaniedbaną) i daje dobre rokowania na przyszłość.
Myślę, że wielokrotnie widzieliście gdzieś książki
Wydawnictwa Babaryba. Ja widziałam, ale nie zaznajomiłam się z żadną recenzją ani produktem w bogatej ofercie, bo myślałam, że te książki są poza moim finansowym zasięgiem. Widząc wysoką jakość wydania, bestsellery zachwycające cały świat, wyrobiłam sobie błędną opinię. Wy też w niej nie trwajcie. A teraz z przyjemnością, zapraszam was na subiektywną recenzję: moją i Bulby.
"Gałgankowy skarb" Zbigniew Lengren
To jest książka, która skradła nasze serce. Napisana zgrabnym wierszem, przypominająca z lekka Juliana Tuwima "Rzepkę". Książka jest zilustrowana pięknymi obrazkami przez autora utworu, który był jednym z najwybitniejszych polskich rysowników i ilustratorów.
Zastanawiam się, dlaczego z mego dzieciństwa tej książki nie pamiętam? Teoretycznie powinnam ją znać i kojarzyć, a tak nie jest. Jak to możliwe, że mi umknęła w czasach PRL- u? Nie uda mi się rozwikłać tej zagadki, ale czytanie jej sprawia mi ogromną frajdę. Dzięki niej wyruszam w podróż dzieciństwa, z kolei w moim dziecku wzbudza ogromne pokłady empatii. Pociesza zasmuconą Kasię i przykłada do stron książeczki swojego misia. To sprawia, że zastanawiam się nad powiciem kolejnego potomka. Widzę, że Bulba byłaby świetną, starszą siostrą.
Książka dostarcza też mojemu dziecku sporo śmiechu, bo jak tu się nie śmiać, jak dziadek szuka szmacianej laleczki w pieluszkach, a piesek w śmietniku? Ewidentnie Bulba uwielbia wplecione w treść, niezbyt ładnie pachnące motywy.
Byście uwierzyli, że wierszyk powstał z lenistwa, bo autor nie chciał czytać swojej córce? Stworzył go, by nauczyła się go recytować na pamięć, oglądając ilustracje, które narysował.
Dodatkowym atutem książki są kartonowe strony. Tak więc możecie dać ją do rączek...
czytaj dalejContinue reading