zakochałam się.. w Gdyni
Kiedy planowałam krótki urlop nad morzem, nie byłam podekscytowana. Nawet w dniu wyjazdu niechętnie pakowałam walizkę. Dopiero robiąc kanapki na czterogodzinną podróż, w żyłach zaczęła krążyć szybciej krew i pojawiła się ekscytacja, która rozgromiła towarzyszący mi od tygodnia sceptycyzm.
Wyruszyłam w drogę pociągiem, z Bulbą i Przyszłym przy boku, z wózkiem, jedną walizką, z torbą jedzenia, workiem z akcesoriami dzieciny, plecakiem z sokami i torebką na ramieniu. Rozgościliśmy się w przedziale i mknęliśmy ku Gdyni.
Podróż minęła nam szybko i po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że najlepszym środkiem transportu na dłuższe wojaże z Bulbą jest kolej. Może ona nieustannie zmieniać miejsce do siedzenia, oglądać świat za oknem, przechadzać się po wagonie i korzystać z toalety. Zaś wagony bez przedziałów zapewniają nam wygodę i przestrzeń, co przy małym dziecku jest dość istotnym szczegółem.
Dojechaliśmy szczęśliwie ku celu podróży. Gdynia powitała nas piękną pogodą, przyjemną temperaturą (o kilka stopni mniejszą niż w upalnej Warszawie), powiewem bryzy morskiej i windą, którą zjechaliśmy z peronu na dworzec. Dworzec wywarł na mnie pozytywne uczucia estetyczne. Jest piękny, czysty i pachnący. Nie bez powodu został oznaczony najwyższą kategorią A w kategoryzacji PKP. W 2008 roku budynek dworca został wpisany do rejestru zabytków.
Budynek dworca jest trzecim, który wybudowano. Dzieje dworca sięgają roku 1879 roku. Na początku mieścił się tu tylko drewniany przystanek kolejowy. Ten, który podziwiać możemy dzisiaj, powstał w latach pięćdziesiątych XX wieku. Autorem projektu budynku jest profesor Wacław Tomaszewski, który również... czytaj dalejContinue reading

