Dziecko i rodzicielstwo

sadzać czy nie sadzać? oto jest pytanie!

Jest taki trend, by mądrości prawić. I ja też, by od ogółu nie odstawać, uraczę was swoimi przemyśleniami. Choć naprawdę nie mam ku temu żadnych kompetencji, by mówić komukolwiek jak żyć, czynić i postępować. Ale skoro inni mogą, to ja tym bardziej ;) Uważni czytelnicy wiedzą, że tegoż roku udało mi się odpieluchować me dziecię i jakoż to była kręta droga. Mniej uważnym podaję na tacy wpis, by mogli się zaznajomić z tekstem - Z nocnikiem za pan brat. Ale dręczy me sumienie ten cały proces. I choć zadałam na Fb pytanie, które miałam nadzieję, że rozwieje moje wątpliwości, z racji, że nikt tam nie zagląda, oprócz kilku szaleńców, stało się pytaniem czysto retorycznym. Jakież ono było? Takie: "Kiedy powinno się sadzać dziecko na nocnik?".  Można zrywać boki, bo ono takie głupie, ale jak dojdziecie do etapu bycia rodzicem, któremu szwankują półkule mózgowe, który naczyta się poradników rodzicielskich i tuzina jedynych, słusznych prawd i koncepcji blogów rodzicielskich, zdacie sobie sprawę, że zagadnienie ma złożony wymiar. Zbaraniejecie i stępicie zdrowy rozsądek, swoje doświadczenie życiowe i mądrości przodków. Ja zbaraniałam doszczętnie. Odsunęłam znany mi sposób działania, intuicję spacyfikowałam i poddałam się ofercie konsumpcyjnego życia, który w rezultacie drenuje mocno kieszeń i rozleniwia rodziców do wejścia na wyższy level egzystencji. Pieluchy jednorazowego użytku są błogosławieństwem dla tych, którzy nie chcą bawić się w pranie pieluch wielokrotnego użytku. Dla mnie były wybawieniem. Łatwe w użyciu, wygodne, niekłopotliwe i problemowe, by się z nimi rozstać definitywnie. Miałam zamiar sadzać na nocnik swoje dziecko, kiedy będzie już umiało samo siedzieć. Pomysł wzięłam z życia. Byłam kiedyś nianią małego brzdąca. Jego rodzice chcieli, kiedy miał 7-8 miesięcy, by codziennie rano wysadzać go po przebudzeniu na nocnik. Jak chcieli, tak i robiłam. Na dwie, trzy minuty sadzałam go na wytworny tron, przytrzymując go i uważnie pilnując. Kiedy umiał już sam siedzieć, zostawiałam go w towarzystwie książeczki i szykowałam mleko na śniadanie. Zajmowało mi to około 5 minut. Czasami udało mu się zrobić siusiu, ale najważniejsza w tym wszystkim była nauka i przyzwyczajenie do nocnika. Z upływem czasu, samoistnie nawyk poranny zawitał i wieczorem. Kiedy brzdąc miał około półtora roku, wiedział do czego służył nocnik, bez problemu na niego siadał i z niego korzystał, a potem sam po niego biegł, próbując otworzyć drzwi do łazienki. Proces odpieluchowania przyszedł szybko i naturalnie. Nie zauważyłam żadnej traumy na psychice dziecka, choć byłam ledwo co osiemnastoletnim pacholęciem. Chłopiec rozwijał się prawidłowo, błyskał mądrością i inteligencją. I nie słyszałam, by cokolwiek w tej materii się zmieniło. Co sprawiło, że sama nie spróbowałam tej metody? Co sprawiło, że w mym umyśle zakiełkowało pytanie: "Sadzać czy nie sadzać? Oto jest pytanie!" Bo naczytałam się, że skrzywdzę swe dziecko, czyniąc na nim te okrutne praktyki. Upośledzę i zgnębię małą istotę, która nie rozumie zależności  pomiędzy siusianiem a sadzaniem na tronie. Kiedy wbiłam sobie te wszystkie prawdy do głowy, kiedy skasowałam historię mojej mamy, sadzającej błyskawicznie swe pociechy na nocnik, które rodziła rok po roku, w czasach komuny i królowania w łazienkach sławetnej Frani, kiedy z premedytacją odciągałam w czasie moje pożegnanie z pampersami i nagminnie patrzyłam na wykładzinę w jedynym pokoju, to odpuściłam moje pierwotne zamiary. Co zemściło się na mej kieszeni, zszargało moją psychikę i... czytaj dalejContinue reading
Paragony, kalkulator, długopis i kartka papieru - to niezbędniki przy prowadzeniu budżetu domowego. Finanse osobiste, planowanie wydatków są podwaliną budowy niezalezności finansowej.
Bez kategorii

analiza września 2015

Dawno nie było podsumowania wydatków. Zatem lecę z koksem :) Wydałam na: - jedzenie - 1020,29 zł - piękna kwota jak widzicie. Dająca nadzieję, że może kiedyś przybliżę się do 900 zł. Postanowiłam też nie wydawać pieniędzy na pseudo soki, pełne glukozy i fruktozy. Szykuję się na zakup prawdziwego soku malinowego i soku... czytaj dalejContinue reading
Dziecko i rodzicielstwo

chcesz poczuć radość? kup książkę dla swojego dziecka

Ci, którzy bywają na fanpage Bamboszy, wiedzą, że ostatnio przeczesywałam internet w poszukiwaniu książek dla Bulby. Znalazłam, aż 134 pozycje, które chętnie widziałabym na półce w naszym domu i które z przyjemnością czytałabym swej córce. Nic dziwnego. Jakość proponowanych publikacji i niesamowite ilustracje, które zachęcająco spoglądały na mnie z okładki, przełożyły się na oszałamiający wynik. Jednocześnie złapałam się za głowę, bo to jest powalająca ilość, mieszkania nie da się powiększyć, a i budżet nie jest z gumy. Ostatecznie zakupiłam tylko cztery sztuki. Bulba uradowała się prezentami, ale jej spontaniczna reakcja zmalała przy poznawaniu nowych pozycji książkowych. Mimo mych starań, z zamiłowaniem czyta te, które od dawna już ma. Po wielu perswazjach, zainteresowała się jednym dziełem (z racji namiętnego liczenia swych paluszków), w którym głównymi bohaterami opowieści są cyfry. Jest to książka autorstwa Jacka Cygana "Cyferki", (Wydawnictwo Czerwony Konik). Tak! Nie mylicie się. To ten pan piszący teksty piosenek, które często nucimy pod nosem. Miło mnie ten fakt zaskoczył. W ciekawy sposób autor snuje opowieść o cyfrach, które spotkały się na poczcie i stały w długiej kolejce. Można się domyślać, co się wydarzyło, gdy akurat "okienko na godzinkę zamknięto". Powstało małe zamieszanie. Perturbacje opisane wierszem, w dynamicznym tempie, łagodzi ostatecznie pan listonosz. Urok książki dopełniają ilustracje, które wyszły spod ręki Oli Woldańskiej-Płocińskiej, poznańskiej absolwentki ASP. Książka ma twardą oprawę, ale i pozostałe strony są kartonowe, co jest ogromnym plusem, w starciu z temperamentem mej dzieciny. Za książkę zapłaciłam 19 zł. Cena... czytaj dalejContinue reading
Bez kategorii

fabuła abstrakcji

Uwielbiam oglądać polskie seriale. Naprawdę. Zachwycam się rzeczywistością. Bajkową. W szerokości geograficznej, w której przyszło mi żyć, tej kreacji przedstawionej, mimo starań, nie mogę znaleźć w otaczającej mnie rzeczywistości. Człowiek ze zdziwieniem stwierdza, że ona nie istnieje. I tak się zastanawiam, co pił scenarzysta pisząc fabułę abstrakcji. No bo rozprawy sądowe są... czytaj dalejContinue reading
Trudne tematy

towarzyszom niedoli

Pół roku wcześniej. Każdy poniedziałek jest dniem wyczekiwania. Wyczekiwania i spoglądania nerwowo na telefon. A nuż się odezwą wreszcie z tego szpitala? Każdy poniedziałek jest przygotowywaniem się emocjonalnym do cięcia, do organizacji życia tymczasowego beze mnie. Przy każdym poniedziałku wymiękam. Jestem kłębkiem nerwów. I choć oczami wyobraźni wizualizuję stan szczęśliwości chadzania się... czytaj dalejContinue reading
Bez kategorii

rzeź

Jutro może zrobią mi lewatywę. A na pewno jutro o godzinie ósmej zawiozą mnie na rzeź. Nim to nastąpi, całe ciało wymydlę odkażającym mydłem w łazience pamiętającej czasy komuny. Potem odzieję się w ubranie operacyjne i niczym kosmonauta wyruszę w podróż na piętro pierwsze, gdzie złożą mnie w ofierze zimnemu blatowi. Będę... czytaj dalejContinue reading
Podróże

kosztowny wyjazd do Gdyni

Dzisiejszym wpisem zakończę relację o Gdyni. Możecie odsapnąć. Do przyszłego roku nawet o niej nie wspomnę. Obiecuję. Mogliście prześledzić moją podróż we wpisach: nie byłam podekscytowana Gdynią skradziono moje serce dlaczego warto pojechać do Gdyni. Nie byłabym sobą, gdybym nie podsumowała tej wyprawy od strony finansowej. Jak bardzo był kosztowny wyjazd do Gdyni?... czytaj dalejContinue reading
Bez kategorii

mój pierwszy raz

Krąży po internecie Liebster Blog Award. Wybaczcie, poszukiwania, by poszerzać wiedzę o blogowaniu, stępiły mi zapał, by wyjaśniać o co w tym chodzi. Trochę to dziwne, że się uczę, zważywszy, że zaczęłam blogować anno Domini dwa tysiące ósmego roku ;) Kiedy po raz enty przewinęła mi się na monitorze nominacja na jakimś... czytaj dalejContinue reading

Popular posts

Wpatruję się w moje oczy. Widzę niekończąca się niebieskość smutku. Wydaje mi się, że nigdy nie były inne. W kącikach oczu zbierają się łzy.

Jak spłyną po policzkach, to też będą niebieskie?

Potrząsam energicznie głową. Odgarniam do tyłu włosy, a wraz z nimi resztki mojej dumy.

czytaj dalej

JESTEŚ

Nie śmiem siebie nazwać rodzicem mądrym. Jestem rodzicem poszukującym. Rodzicem potykającym się. Rodzicem stąpającym po omacku. Rodzicem nieudolnym. Rodzicem zmęczonym. Rodzicem niekonsekwentnym. Rodzicem błądzącym. Rodzicem uległym. Rodzicem niekompetentnym. Rodzicem na wyrost. Rodzicem niepewnym. Rodzicem mającym dość. Rodzicem niewprawnym. Rodzicem nieidealnym. Rodzicem niecierpliwym. Rodzicem popełniającym błędy. Rodzicem niedoskonałym. Rodzicem uczącym się. Rodzicem bez atestu. Rodzicem bez GPS - u. Rodzicem ignorującym istnienie poradników. Rodzicem intuicyjnym. Rodzicem bardzo kochającym swe dziecko. Moje dążenia do bycia doskonałym rodzicem,... czytaj dalej